W dniach 25-27 lipca 1997 r. krotoszyńskie Błonia już po raz piąty stały się
sceną jednego
z największych polskich festiwali muzyki folkowej. Na "Folk-feście '97'', przy
ludowych
rytmach z różnych zakątków świata, bawiło się kilkanaście tysięcy osób -
zarówno
przyjezdnych jak i krotoszynian, którzy tradycyjnie chętnie i tłumnie odwiedzają
największy
festyn w Kaliskiem. Przez trzy dni wystąpiło prawie dwustu muzyków z Polski i z
zagranicy -
pokazały się tuzy polskiej sceny folkowej (i nie tylko) oraz mniej znani wykonawcy.W Krotoszynie nie zabrakło również atrakcji pozamuzycznych - obok
folkowej sceny zakuci w zbroje
rycerze z warszawskiej Ligi Baronów zorganizowali pokaz walk rycerskich, rozegrano II
Mistrzostwa
Świata w Rzucie Beretem na Odległość. Na dodatek folkowym fanom towarzyszyli
miłośnicy
motorów, którzy spotkali się na trzecim Zlocie Motocykli Starych i Ciężkich.
Większymi mankamen-
tami imprezy były jedynie: mała liczba toalet oraz ich wątpliwa czystość, a także
nienajlepsza pogoda
(co już oczywiście jest niezależne od organizatorów), bo w Krotoszynie lało kilka
razy, w piątek
i sobotę.
Jak co roku, na ,,Folk-feście'' można było posłuchać grona najlepszych polskich
wykonawców.
Leszkowi Ziętkiewiczowi - dyrektorowi festiwalu i zarazem szefowi Krotoszyńskiego
Ośrodka
Kultury udaje się to zrobić prawie za darmo. Tegoroczna edycja kosztowała tylko 80 tys.
zł, z czego
miasto wyłożyło 30 tys. zł, a resztę dali hojni sponsorzy, głównie z miejscowych
firm.
Folkowa alternatywa
Na ,,Folk-fest '97" ściągnięto kilka ważnych
postaci polskiej muzyki, które dotychczas nie miały
okazji zagrać przed krotoszyńską publicznością. Wśród nich znalazł się Jurek
,,Słoma'' Słomiński,
legendarna postać rodzimej sceny alternatywnej. Ten znany nie tylko w kraju producent
bębnów
i muzyk (współpracował wcześniej z wieloma znanymi formacjami - ,,Brygada kryzys'',
,,Izrael'', a do
niedawna grał w zespole Antoniny Krzysztoń), wystąpił w Krotoszynie z własną,
niedawno powołaną
grupą ,,Bębnoluby''. Wspólnie zaprezentowali zarówno starsze kompozycje ,,Słomy'' w
zmienionych
aranżacjach jak i nowy repertuar. Dzięki nim, do samego niedzielnego świtu, nad
krotoszyńskimi
Błoniami unosiła się uduchowiona, energiczna i transowa muzyka. Co ciekawe Jurek,
wystąpił także
w nieoczekiwanej roli - w połowie koncertu zasiadł za normalnym zestawem perkusji i
zaprezentował
cokolwiek niekonwencjonalny styl grania na tym instrumencie.

|
Innym absolutnym novum kroto-
szyńskiego festiwalu była dubowa
dyskoteka - joint venture sound
system - poprowadzona przez
słynnego zgorzeleckiego ,,alterna-
tywniaka'' - Makena, który wystą-
pił w towarzystwie drugiego
dyskdżokeja - Dziury. Obaj do
sobotniego rana serwowali głównie
,,reggałowe'' rytmy, połączone
z błyskami laserów i projekcjami
na wideo fragmentów filmów (m.in.
,,Bolek i Lolek'' oraz ,,Quadrophenia''). |
Ciekawostką także nie spotykaną dotychczas w
Krotoszynie była, funkcjonująca w sobotę na Rynku,
otwarta scena folkowa, na której mógł wystąpić każdy. Wszystkich wykonawców z
peruwiańskimi
Indianami włącznie przebił poznański bard punka - Grzegorz Kmita ,,Patyczak",
znany z ostrych
riffów i prowokacyjnych tekstów. ,,Patyczak" oraz drugi tuz poznańskiej sceny
alternatywnej - spółka
,,Mami tape", czyli Karoliny Malińskiej i Łukasza Minty sprzedawał
na Błoniach własnoręcznie
robione koszulki z nadrukami m.in. z proekologicznym przekazem oraz wydawnictwa tzw. sceny
niezależnej.
Muzyczne rarytasy
W pierwszym dniu festiwalu rewelacyjnie zabrzmieli:
lubelska ,,Orkiestra pod wezwaniem świętego
Mikołaja'' oraz - jak zwykle - warszawski ,,Open folk'', który gra bardzo skoczne rytmy
celtyckie.
Na dodatek podczas ich występu widzowie mogli śledzić pokazy walk rycerskich.
Kilkunastoosobowa
ekipa stołecznej Ligi Baronów przygotowała kilka ciekawie zrobionych scenek
batalistycznych
z użyciem różnych broni: toporów, mieczy kijów. Na scenie wyróżniała się także
młoda kapela -
,,Wszystkie wschody słońca'', która zaprezentowała ostrzejszą muzykę, ocierającą
się o hard core,
gdzie trudno było się doszukać elementów folka (może oprócz wykorzystywanych przez
muzyków
kilku instrumentów ludowych). Mimo to komponowali się znakomicie i stanowili łącznik
pomiędzy
łagodnymi klimatami większości poprzedników, a ostatnim punktem piątkowego programu -
Makenowym sound systemem.
Drugi festiwalowy dzień należał z pewnością do
warszawskiej grupy ,,Jak wolność to wolność'', która
podbiła serca krotoszyńskich fanów już w ubiegłym roku oraz koalicji zakopiańskich
górali: Trebuniów
i Tutków z grupą multuinstrumentalisty, Włodzimierza Kiniorskiego - ,,Kinior
Orchestra'', którzy
zaprezentowali absolutnie premierowy program ,,Góral-ska apo-calipso".
Trzeci dzień festiwalowy był przeznaczony dla obcokrajowców i zespołów mieszanych
polsko-
zagranicznych. Z zapowiadanych wykonawców nie dojechali tylko Szkoci z grupy ,,Corner
house".
Bardzo miłą niespodzianką był występ Jarmili Sulakowej z zespołem
,,Fleret" z Moraw. Okazało
się że folk po czeskiej stronie Tatr brzmi bardzo rokendrolowo choć nie brakuje mu
ludowych
elementów. Ciekawostką był występ kilkunastu młodych bębnierzy, którzy przez trzy
festiwalowe dni
szkolili się pod okiem Radosława Nowakowskiego z grupy ,,Osjan" oraz kubańskiej
formacji ,,Sexteto
habanita".
Staruszki na dwóch kółkach
W tym roku na Zlot Motocykli Starych i Ciężkich, po raz
trzeci organizowany w Krotoszynie przez
miejscowe towarzystwo ,,Żelazny kucyk'' przyjechała rekordowa liczba uczestników -
ponad 500
osób, na 316 maszynach (dwa razy więcej niż w poprzednim roku). Zgodnie z tradycją w
sobotę przed
południem rycząca kawalkada w asyście radiowozów przetoczyła się przez
krotoszyńskie ulice do
Rynku, gdzie odbyła się prezentacja maszyn i wybór najpiękniejszego motoru.
W tym roku decyzją publiczności puchar burmistrza Krotoszyna przypadł 25-letnimu
krotoszynianino-
wi - Tomaszowi Pankowi, który zaprezentował ślicznie odtworzonego Sokoła 500 z
1937 roku.
By doprowadzić Sokoła o takiego stanu Tomek siedział nad motorem w warsztacie 3 lata.
O dalsze nagrody miłośnicy motocykli walczyli, na stadionie, gdzie rozegrano różne
motocyklowe
konkurencje - jazda na jednym kole toczenie beczki. Uhonorowano też najstarszego
uczestnika zlotu
- Tadeusza Książczyka. Najmłodszym uczestnikiem tegorocznego zlotu był 16-letni
krotoszynianin -
Dawid Pietrasik.
Miło jak na odpuście
Całość folkfestowych imprez odbywa się w miłej
festynowo-odpustowej atmosferze, którą dodatkowo
podkreślało mnóstwo stoisk z watą cukrową, pop cornem, zapiekankami oraz
świecidełkami. Wielką
zagadką krotoszyńskiego festiwalu jest mieszana publiczność. Duża jej część to
przyjezdna
młodzież zarówno z kręgów alternatywy, jak i fanów komercyjnych nurtów muzyki. Obok
nich, równie
dobrze bawią się mieszkańcy Krotoszyna, którzy od lat na Błonia tłumnie ściągają
całymi, często
wielopokoleniowymi rodzinami. Przyzwyczaili się oni do corocznego najazdu młodzieży i
nie razi ich
ani wygląd, ani ostrzejsza muzyka.
- Folk fest odwiedzamy co roku, ominęła nas tylko
impreza dwa lata temu, bo wyjechaliśmy na
wczasy - mówią Dorota i Robert Jasik, młode małżeństwo z Krotoszyna. Kiedyś
zostawaliśmy na
błoniach do późnych godzin nocnych, ale teraz wracamy prędzej do domu, bo nie mamy z
kim
zostawić dziecka. Folk fest bardzo nam się podoba, nie przeszkadza nam ani hałas, ani
tłumy
przyjeżdżającej młodzieży.
- Jest bardzo ładnie - mówią z uśmiechem Czesława i Stanisław Kałużni,
siedząca w cieniu drzew
para starszych ludzi. Hałas? No, przecież to od tego jest, niech się młodzi bawią.
My za każdym
razem przychodzimy sobie posłuchać, popatrzeć - podoba nam się ta muzyka, i w dodatku
pasuje
do tych wszystkich inaczej poubieranych ludzi.
DANIEL ALEKSANDRZAK, MAŁGORZATA
SUDOŁ
 |